Las Vegas

Na ostatnie dni w Las Vegas mieliśmy sporo planów – przede wszystkim chcieliśmy wypożyczyć harleya. Tak więc już od rana, zaraz po dotarciu do Vegas, szukaliśmy wypożyczalni. Najpierw kilka obdzwoniliśmy i stwierdziliśmy, że musimy je jeszcze objeździć. Po krótkiej wizycie w Wall Marcie i centrum zakupowym, pojechaliśmy na znany nam już z poprzedniej wizyty w Vegas kemping przy kasynie i hotelu Circus Circus. Dopiero później wyruszyliśmy do wypożyczalni.




Oczywiście zjechaliśmy pół miasta, a motocykl wypożyczyliśmy w ostatniej! Ponieważ było to niezbyt daleko od naszego kampingu, zostawiliśmy harleya na tamtejszym parkingu i pojechaliśmy odstawić auto. Po harleya chcieliśmy jechać autobusem ale Micha stwierdził, że aż tak daleko nie było, więc zasuwaliśmy pieszo przez pół miasta. Z powrotem byliśmy już mądrzejsi i wracaliśmy naszą maszyną.


10080011


Wieczór spędziliśmy na zwiedzaniu różnych nam jeszce nie znanych zakamarków miasta. Najpiew byliśmy w części północnej, gdzie mieszczą się najstarsze kasyna. Potem w Stratosphere – ogromnej wieży telewizjnej, na szczycie której jest kolejka i tym podobne atrakcje. Jak dla mnie nic ciekawego, ale myślałam, że Micha się zdecyduje na przejażdżkę. Jednak nie chciał sam, więc pojechaliśmy do hotelu New York New York, gdzie mieści się knajpka Coyote Ugly, na wzór tej z filmu. Byliśmy nią kompletnie rozczarowani – wszystko było bardzo komercyjne. Przed wejściem sklep z koszulkami, bielizną itp.




Za wstęp trzeba było płacić, więc wpierw postaliśmy i popatrzyliśmy na ekran, żeby wybadać co się we wnętrzu dzieje: parę dziewczyn tańczyło do wystudiowanej choreografii, a goście stali i się na nie gapili. Nie odnieśliśmy wrażenia, żeby się dobrze bawili. Z resztą byliśmy już zmęczeni tym pełnym emocji dniem, a na drugi dzień planowaliśmy dłuższą wyprawe harleyem, więc trzeba było dość wcześnie wstać. Chcieliśmy dojechać do Hoover Dam, który widzieliśmy już trzy lata temu, ale nocą, a potem jeszcze raz do pierwszego przez nas odwiedzonego parku, czyli Valley of Fire. Do tamy udało nam się dojechać bez problemu – podziwialiśmy krajobrazy, robiliśmy zdjęcia. Hoover Dam nas nieco rozczarował, wprowadzono specjalne obostrzenia ze względu na bezpieczeństwo, zbudowano nowy visitor center, do którego wstęp był płatny, wogóle było bardzo tłumnie.


10080014


Tak wi
ęc wróciliśmy kawałek i wstąpiliśmy do vistor center, należącego do parku, obejmującego Lake Mead, sztuczne jezioro, utworzone właśnie przez Hoover Dam. Nasza droga prowadziła potem częściowo wzdłuż brzegów jeziora, przez kamienisty i pustynny krajobraz. To naprawdę niesamowity kontrast jaki tworzą turkusowe wody jeziora wśród tego suchego i kamienistego otoczenia. Po pewnym czasie droga oddaliła się od jeziora, a do pewnych punktów i przystani na brzegu prowadziły osobne dojazdy. Jednym z nich pojechaliśmy, bo marzyliśmy o chwili odświeżenia i odpoczynku ze względu na straszny upał. Tam natrafiliśmy na roboty drogowe. W Stanach w takich miejscach nie ma systemu świetlnego, tylko stoi osoba z wielkim znakiem stopu, która zatrzymuje ruch, by przepuścić samochody jadące z przeciwka. Ponieważ byliśmy pierwsi w kolejce wdaliśmy się w rozmowę z pracującym właśnie tak chłopakiem. Ubrany w pomarańczową kamizelkę i kask uświadomił nas wpierw, że praca nie jest już tak męcząca jak miesiąc temu, bo się ochłodziło – dodam, że było blisko 40 stopni. A potem nam wytłumczył, że do tej pracy zatrudniani są ludzie, żeby troszczyć się o kontakty z kierowcami. No tak, każdy Amerykanin oczywiście musi się szczegółowo wypytać co jest budowane, jak długo i co mu jeszcze tylko do głowy wpadnie i przy sygnalizacji świetlnej mógłby się czuć zagubiony.




Gdy dotarli
śmy do przystani okazało się, że jezioro ma niski poziom wody i właściwie żadnej plaży, więc rozłożyliśmy się na ławeczkach. Po powrocie na drogę główną jechaliśmy dalej w kierunku parku, po pewnym czasie jednak stwierdziliśmy, że droga jeszcze daleka a nam czas ucieka. Trzeba było więc zawracać do Las Vegas. Na szczęście do wyboru mieliśmy jeszcze inną drogę. Do wypożyczalni udało nam się dojechać praktycznie na ostatnią minutę. Tym razem jednak nie musieliśmy iść do kempingu pieszo, tylko zabraliśmy się firmowym autobusem, kursującym między wypożyczalnią a centrum. Gdy dojechaliśmy do stripu, nie wracaliśmy prosto do auta, tylko poszliśmy do nowo otwartego centrum zakupowego. Po takim spacerze byliśmy już nieźle zmęczeni, a czekało nas jeszcze pakowanie! Uznaliśmy jednak, że zdążymy się spakować rano i wybraliśmy się jeszcze na Strip. Poszliśmy do tych kasyn, w których jeszcze nie byliśmy. Tam odkryliśmy specjalne sale dla graczy w pokera – wyglądali naprawdę jak na westernach – dziki wzrok, ukradkowe spojrzenia, zadymiona sala. Przez jakiś czas obserwowaliśmy ich grę, ale sami nie pokusiliśmy na rzucenie się na pastwę tych wyjadaczy. Po tak długim dniu, spaliśmy jak zabici, a niestety rano musieliśmy wcześnie wstać, żeby się spakować i wysprzątać auto.