Bryce Canyon



My jednak nie tracili
śmy czasu tylko prędko jechaliśmy do Bryce, by dostać miejsce na kempingu. Faktycznie udało się nam dostać pieknie położone miejsce i po odwiedzeniu visitor center, od razu udaliśmy się wgłąb parku. Droga ciągnie się wzdłuż brzegu kanionu, jednakże jedzie się przez las, także przed dotarciem do jej końca praktycznie nie widzieliśmy jeszcze chrakterystycznych formacji Bryce.

09230006


Zwiedzanie rozpoczęliśmy od ostatniego punktu widokwego, który odsłaniał panoramę, sięgającą po Wielki Kanion Kolordado i daleko położone płaskowyże. Wkoło już było także widać charakterystyczne brycowskie iglice. Byliśmy świadomi, że to jeszcze nie te najpiekniejsze formacje, a już byliśmy zachwyceni. Z tego miejsca udaliśmy się na krótki spacer przez las, w którym rosły najstarsze drzewa parku – bristelcone pines – o gałęziach gęsto porośniętych igłami, tak że wyglądały one jak szczotki.

09230064


W drodze powrotnej zatrzymywali
śmy się przy kolejnych punktach widkowych, które ukazywały mniej lub bardziej okazałe części kanionu, m.in. tzw. natural bridge czyli formacje skalną w kształcie mostu. Wreszcie na krótko przed zachodem słońca dotarliśmy do głównego amfiteatru, który ukazywał najbardziej typowy dla tego parku krajobraz.



Skały przypominające igiełki czy też stojących w szeregu ludzi, mieniły się w zachodzącym słońcu różnymi odcieniami czerwieni i pomarańczu. Nasyciwszy oczy tym widokiem, przemieściliśmy się na inną stronę amfiteatru, by ujrzeć go z jeszcze innej perspektywy. Po zachodzie słońca udaliśmy się wreszcie na zasłużony wypoczynek i snucie planów na jutro. A jutro nadeszło nad wyraz szybko, bo już o 7 rano po strasznie zimnej nocy Micha zerwał mnie z łóżka na robienie zdjęć przy wschodzie słońca. Na zewnątrz temperatura wynosiła kilka stopni więc robienie zdjęć nie należało do wielkich przyjemności, no ale raz w życiu jest się w Bryce.

09230072


Po obfotografowaniu wszystkich widoków, prędko wróciliśmy do ciepłego jeszcze łóżka. Za długo nie mogliśmy jednak leżeć, bo planowaliśmy wyprawę w dół kanionu i nie chcieliśmy wędrować w największym upale. Po śniadaniu wyruszyliśmy więc do Sunrise Point, z którego szlak prowadził w dół, wśród niesamowitych formacji, utworzonych przez hoodoos, jak nazywane są typowe dla Bryce iglice. Szlak wił się wśród dziwnie uformowanych skał, wąskimi przejściami i stromymi zejściami. Jedna z takich formacji nazwana została Wall Street, bo podobno ma przypominać to miejsce. Najbardziej fascynującym zjawiskiem w tym miejscu były jednak ok. stumetrowe świerki rosnące na skalistym podłożu.

09230074


Wkrótce byliśmy już na dnie kanionu, który porośniety był małymi drzewami iglastymi. Tam też było bardzo gorąco i po krótkiej wędrówce znaleźliśmy duży, ocieniony kamień na piknik. Musieliśmy w końcu wypić przepisowy galon wody na dzień. Po tej przerwie czekała nas jeszcze dalsza wędrówka po dnie kanionu wśród rozgrzanych słońcem skał i podejście z powrotem na krawędź kanionu. W tym miejscu muszę dodać, że Bryce właściwie kanionem nie jest, ponieważ czynnikiem erodującym krawędź, a później już powstałe formacje nie jest woda, a wiatr i mróz. Ze względu na wysokie położenie w Bryce występuje rocznie ok. 200 cykli spadków temepratury poniżej zera. Roczne opady są bardzo niskie, ok 18 cm ale nawet ta woda przyczynia się do ciagle postepującej erozji



Po ostrej wspinaczce na szczyt kanionu czekała nas jeszcze krótka wędrówka brzegiem krawędzi do kempingu, a potem zasłużony odpoczynek. Późnym popołudniem planowaliśmy jeszcze wycieczkę z rangerem wzdłuż krawędzi kanionu z wykładem na temat kanionu, jego roślinności i geologii. Micha już na to nie miał sił ale ja skorzystałam z programu i nie żałowałam, ponieważ dowiedziałam się wielu ciekwaych rzeczy o historii parku, geologii i roślinności. Ranger pokazywał nam wiele ciekawych roślin, między innymi sosnę, której kora pachniała wanilią i rumem! Tutaj muszę jeszcze dodać, że wszystkie nasze wyprawy były ubarwione moją bolącą kostką, na skutek nowych traperek z Las Vegas. Z Bryce musieliśmy się nawet wybrać do Ruby’s Inn, do sklepu po jakiś ratunek dla zbolałej kostki.