Żeglowanie na Filipinach

Tambobo Bay

TABOO III jest w Tambobo Bay, naturalnej zatoce na południowym krańcu Negros.

10140014

Zatoka ta słynna jest wśród żeglarzy opływających świat, którzy chętnie spędzają tam dłuższy okres czasu, bądź tak jak Wolfgang wynajmują Filipińczyków do prac na jachcie. TABOO III stoi przy brzegu, w płytkiej wodzie, przywiązane do drzew – prace są na czas naszego pobyutu zawieszone i czekamy na najbliższy przypływ, by wypłynąć na głębszą wodę.



Tego wieczoru nie gotujemy tylko idziemy do ma
łej restauracyjki, prowadzonej przez Aileen – jej mąż wybudował z bambusa pomost przez porastające brzegi lasy namorzynowe. Na końcu pomostu mieści się mała restauracja i wiele stolików. Przesiadują tam żeglarze, wymieniają spostrzeżenia i ploteczki, korzystają z założonej przez Aileen biblioteki i popijają tani filipiński rum. Na TABOO III wracamy wieczorem, płyniemy w dingi (mały ponton z motorem niezbędny na jachcie) – wkoło nas egispkie ciemności i cisza rozdzierana tylko warkotem motoru. Woda rozpruwana przez dingi rozbłyskuje jasnym światłem – to plankton, który błyska pod wpływem wzburzanych przez nas fal. Nikt nic nie mówi, spoglądamy tylko w rozgwieżdżone niebo i rozoszujemy się tą chwilą.



Noce w tropikach s
ą niesmamowite. Zachód słońca rozpoczyna się już około siedemnastej i trwa zaledwie kilka minut – widać ogromna czerwoną kulę, która znika za horyzontem i z sekundy na sekundę staje się coraz mniejsza.

10240010

Potem poozsotaje tylko kilka minut światła i zapada zmrok, a dżungla ożywa do życia. Miliony cykad rozpoczynają swój koncert, który przerywany jest tylko głośnym nawoływaniem gekonów: gekko, gekko, gekko..... Niebo pełne jest gwiazd, które widać tak niesamowicie wyraźnie, że wydaje się, że można ich dotknąć.

Zanim na dobre wyruszymy, jedziemy jeszcze raz do Dumaguete – najpierw po b
łotnistej, stromej drodze na havel-havel, a potem w jeepney. Jesteśmy atrakcją dla pasażerów, a zwłaszcza dla dzieci – przyglądają się nam z ciekawością. W drodze powrotnej wpada do jeepney grupa dzieci, wracających ze szkoły. Dziewczynki i chłopcy w schludnych mundurkach zapełniają cały samochód.
Droga do Dumaguete prowadzi wzd
łuż wybrzeża, tak więc często po jednej stronie przebłyskuje morze, a po drugiej widać wysokie góry. Przy drodze stoja gdzieniegdzie skromne drewniane domki i widać niekończące się pola ryżowe. Kilometry ryżu w różnych stadiach – od maleńkich sadzonek tonących w wodzie po wysokie zboże pełne ziaren. Ryż suszony jest również przy drodze, ziarna wysypywane są na ogromne płachty i schną w kurzu wzniecanym przez koła samochodów. Czasem widać też pola trzciny cukrowej, z uprawy której Negros słynie.



Zaczyna pada
ć, prawdziwa tropikalna ulewa. Na szczęście siedzimy w jeepney. Gdy docieramy do miejsca przesiadki na havel-havel deszcz ustał, ale jazda przez kałuże po stromej, błotnistej drodze jest niemniej atrakcyjna.