Żeglowanie na Filipinach

Mindanao

Po południu wybieramy się do wioski położonej na brzegu. Gdy tylko wysiadamy z dingi, wszyscy mieszkańcy opuszczają domy i się nam przyglądają. A dzieciarnia idzie za nami krok w krok. Okazuję się, że wioska jest maleńka, a główna droga to wąska ścieżka wijąca się miedzy drewnianymi domami, ozdobionymi obrazkami Jezusa i Marii.

10190085

W drodze powrotnej na TABOO III widzimy dwie małe łódki cumujące przy TABOO III i ludzie kręcących się na tyle jachtu. Gdy docieramy okazuje się, że to dwóch Filipińczyków z mnóstwem naboi i bronią, podających się za policję.



Koniecznie chc
ą sprawdzić nasze papiery i dowiedzieć się co tam robimy. Na szczęście udaje nam się ich dość szybko spławić, mimo że sprawiają wrażenie będących na rauszu, niekoniecznie alkoholowym.

Przenosimy si
ę w inne miejsce, gdzie ponownie wybieramy się na ląd. Wolfgang chce wejść na pobliską górę, by zrobić kilka zdjęć zatoki. Na górę jednak nie dochodzimy. Po przejściu przez małą wioskę w palmowym gaju trafiamy na boisko szkoły średniej, w której właśnie odbywa się festiwal literacko – muzyczny, polegający głównie na karaokee. Trzeba tu dodać, że Filipińczycy to naród kochający muzykę i śpiew. W każdej najmniejszej wiosce jest bar z karaokee, większość mieszkańców ma sprzęt do karaokee w domu, a w telewizji jest przynajmniej kilka kanałów, które puszczają teledyski z podpisami, a Filipińczycy namiętnie do nich śpiewają.



Poniewa
ż uczestnicy festiwalu szkolnego właśnie mają przerwę, przysiadamy w pobliskim barze. Jedynym zimnym napojem, który samotnie leży w lodówce, jest litrowa pepsi, którą kupujemy. Gdy siedzimy na ławeczce pod barem, otacza nas cała szkolna dziatwa, a w barze oczywiście trwa karaokee. Właścicielka usilnie próbuje namówić mnie do śpiewu, ale na szczęście dla uszu mieszkańców nie udaje się jej. W drodze powrotnej trafiamy na plantację palm kokosowych i wspinamy się trochę pod górkę, dzięki czemu udaje nam się pstryknąć kilka zdjęć zatoki z TABOO III w tle.

10200034