Żeglowanie na Filipinach

Murcielagos Bay

Kilka następnych dni spędzamy w Murcielagos Bay. To piękna zatoka otoczona górami o niespotykanych kształtach.

10180008

Dni mijają nam na nurkowaniu, pływaniu, czytaniu, obserwowaniu rybaków i odwiedzaniu tubylców. Jakąś milę od nas widać na wodzie dość dziwne budowle.

10190056

Wybieramy się na wycieczkę naszym dingi. Po pewnym czasie jednak woda staje się tak płytka, że musimy wysiąść. Dingi kotwiczymy i wyruszamy dalej pieszo. Piaszczyste dno pokryte jest roślinnością i usiane rozgwiazdami. Wolfgang sunie jak maszyna, a ja przeskakuję z jednej piaszczystej górki na drugą, w obawie przed jeżowcami i innymi potworami jakie mogą czyhać na mnie.



Gdy ju
ż zbliżamy się do tej osobliwej wioski, spotykamy dziewczynę i chłopaka, którzy tam mieszkają. Dziewczyna mówi odrobinę po angielsku i zaprasza nas do ich „domu”. To chata zbita z bambusa, w której mieszka wiele osób. Oprócz paleniska, kilku sztuk ubrań nie widzimy żadnych innych rzeczy. Domek jest bardzo przemyślnie skonstruowany: w razie wezbrania wody, będzie się unosił wraz z nią i jest bardzo przewiewny.

10190065

Jako krzesło została nam podsunięta świeżo wyheblowana deska. Podczas rozmowy dowiadujemy się, że większość pozostałych domów została opuszczona. Wszystkie zbudowane są wokół centralnie stojącego mieszczącego się na wysokich palach kościoła.

10190057

Intrygują nas dziwne kwadratowe torebki, które każde z nich ma ze sobą – okazuje się, że noszą w nich Biblie. Należą oni bowiem do jakiejś sekty, której mottem przewodnim jest cytat z Jezajasza, nakazujący nosić im ze sobą Biblię jako broń przed nieszczęściami. Zapraszamy naszych nowych znajomych na TABOO III. Oni płyną swoim czółnem, które przywiązujemy z tyłu dingi. Nasz zaprzęg wzbudza zdziwienie.



Na TABOO III dziewczyna mówi
ąca po angielsku prosi mnie o zanotowanie naszych imion. Zapewnia nas, że nigdy nie zapomni naszej wizyty. Wolfgang obdarowuje ich produktami żywnościowymi i ubraniami, co ich wyraźnie peszy. Wiemy jednak jak są biedni i przekonujemy, że to gest gościnności. Ja notuje ich adres, mimo że nie podejrzewałam, że taki wogóle posiadają, by im wysłać zdjęcia.