Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na urlop zorganizowany - tak, naprawdę! Po zeszłorocznym żeglarskim wypadzie na Cyklady, potrzebowaliśmy czegoś bardzo spokojnego. Nasz wybór padł na Fuerteventurę - jedną z Wysp Kanaryjskich. Na pięć dni przed wylotem po długich godzinach spędzonych na studiowaniu stron podróżniczych, wybraliśmy hotel i wykupiliśmy urlop. Wybraliśmy Las Playitas - małą wioskę na wschodnich wybrzeżu wyspy, położoną z dala od pełnych turystów plaż Jandii i głośnych ulic Morro Jable. Od razu też zrezygnowaliśmy "transferu do hotelu" i wynajęliśmy na cały pobyt samochód.



Lot min
ął nam całkiem w porządku, wylatywaliśmy dość wcześnie, więc Flora była zmęczona i trochę spała. Pierwsza niespodzianka czekała na nas na lotnisku w Puerto del Rosario - nasze "ulubione" linie lotnicze Condor nie dostarczyły jednej walizki. Walizki z rzeczami Flory i moimi. Chcąc niechcąc, pojechaliśmy do hotelu, uprzednio złożywszy zgłoszenie o zagubionym bagażu.



Z lotniska do hotelu musieliśmy pokonać ok. 50 km. Z ciekawością podziwialiśmy surowy i pustynny krajobraz wyspy.

IMGP3581

Po niecałej godzinie dotarliśmy do zatoki Las Playitas.

P1010014